Okna rozwojowe, czyli każde dziecko jest inne

Okna rozwojowe, czyli każde dziecko jest inne

Jeśli martwisz się, że twoje dziecko za wolno się rozwija, za mało je, za często płacze albo za bardzo domaga się uwagi, przeczytaj ten tekst.

Nie ma dzieci, są ludzie – słusznie uważał Janusz Korczak. Jego twierdzenie można rozumieć na różne sposoby. Chodzi w nim nie tylko o to, że dzieciom należy się taki sam szacunek jak osobom dorosłym. Ale też o to, że, tak jak różni są dorośli, tak różne są dzieci.

Zmieścić się w normie

Jeśli w gwarny dzień pójdziesz do galerii handlowej, zatrzymasz na chwilę i rozejrzysz wokół – to co zobaczysz? Zapewne w różnym tempie i w różny sposób będą cię mijać mężczyźni i kobiety. Będą wysocy, niscy, szczupli i grubi, o różnej karnacji skóry i różnych temperamentach. Jedni będą, chodząc, kołysać się na boki, drudzy przejdą sztywno, jakby kij połknęli, a ktoś zwróci twoją uwagę miękkim, tanecznym krokiem. Nie znajdziesz dwóch takich samych przechodniów.  Każda z tych osób była kiedyś dzieckiem. I być może rodzice tego dziecka zastanawiali się nad tym, czy ono „mieści się w normie”. Czy jest „takie, jak inne dzieci”. Czy rozwija się, jak powinno, siada i wstaje w tym samym czasie, co rówieśnicy, czy zjada, ile powinno i czy odpowiednio dobrze się uczy. Jego postępy odnoszono do jakiegoś wzorca. Tyle tylko, że nie istnieje jeden wzorzec.

Nie ma lepsze-gorsze

Po zważeniu i zmierzeniu niemowlęcia, jego wagę i wzrost nanosi się na tzw. siatki centylowe. Czy wiesz, jak je rozumieć? Jeśli wynik dziecka znajduje się na 50. centylu, oznacza to, że mniej więcej połowa maluchów nie jest ani dużo większa ani dużo mniejsza od twojego. Dziecko, którego zapis celuje w 3. centyl to takie, od którego średnio dziewięćdziesięcioro siedmioro dzieci jest większych. A takie na 97. centylu jest większe od dziewięćdziesięciorga siedmiorga dzieci na 100. Czy któryś z tych wyników jest lepszy od pozostałych? Nie. Tu nie ma rozróżnienia: lepsze-gorsze. Jest tylko pewien rys statystyczny, który pomaga w ocenie rozwoju. Jeśli dziecko z biegiem czasu jest wciąż w tym samym przedziale wyników – wszystko jest w porządku. Gdyby nagle z 50. centyla spadło na 25. – trzeba się zastanowić, dlaczego tak się stało.

Apetyt na miarę potrzeb

Dzieci różnią się od siebie nie tylko wzrostem i wagą. Różnie reagują na bodźce, mają różne napięcie mięśniowe, różny apetyt. Wiele różnic wynika z uwarunkowań genetycznych. Naukowcy wiedzą na ten temat coraz więcej, dlatego zmieniają się wytyczne dotyczące np. żywienia dzieci. Odchodzi się od wszelkich tabel i sztywnych zaleceń. Najnowszy schemat żywienia niemowląt mówi wyraźnie, że choć rodzice decydują, co dziecko dostaje do jedzenia, to ono decyduje, czy zje i ile zje. Apetyt dziecka to ważna wskazówka. Nie należy malucha namawiać do jedzenia, karmić na siłę, zabawiać, rozpraszać, by tylko zjadł kolejną łyżeczkę. Dziecko wie, czy ta dodatkowa porcja jest mu potrzebna, czy nie. Gdy zaciska usta i odwraca głowę, to jest to wyraźny sygnał, że już się najadło. Nakłanianie go do jedzenia ponad potrzebę zaburza jego metabolizm i odczuwanie sytości. Jeśli teraz walczymy, by niemowlę zjadło jeszcze trochę kaszki, za parę lat to samo niemowlę może stać się niejadkiem albo cierpieć z powodu otyłości.

We własnym tempie

W ocenie rozwoju podejście także jest elastyczne. Na opanowanie umiejętności przewracania się z boku na bok, siadania, raczkowania, wstawania, chodzenia dziecko ma sporo czasu. To tzw. okno rozwojowe, czyli przedział czasu, w którym większość dzieci zdobywa kolejną umiejętność. Im jest ona trudniejsza, tym większe okno rozwojowe. Na przykład do opanowania chodzenia dziecko ma czas między 10. a 18. miesiącem życia. Niektóre dzieci będą chodzić jeszcze przed pierwszymi urodzinami, inne blisko pół roku po nich. To nadal jest norma.

Małymi kroczkami

Specjaliści zajmujący się rozwojem dzieci zwracają uwagę na dwie ważne sprawy. Pierwsza: w zdobywaniu kolejnych umiejętności ważne jest to, czy dziecko wciąż robi choćby niewielkie postępy. Czy ma energię, ciekawość, chęć, by ćwiczyć nowe umiejętności? Czy stara się sięgać po zabawkę, którą położymy nieco poza jego zasięgiem? Zdobywanie kolejnych umiejętności ruchowych to bardzo złożony proces. By maluch zaczął raczkować, musi wcześniej poćwiczyć obroty, podnoszenie głowy, sięganie rączkami, odpychanie się nogami, koordynację ruchów, wyczucie przestrzeni… Codzienne niewielkie postępy zbliżają go do zrobienia milowych kroków.

Bez pospieszania

Druga kwestia – w zdobywaniu umiejętności nie należy dziecka pospieszać. Ono musi do wszystkiego dojść samo. Dlatego nie sadzamy malucha, który sam nie umie usiąść ani nie prowadzamy za rączki takiego, który nie umie ustać na nogach. Jedyne, co możemy i powinniśmy robić, to zapewniać dziecku dobre warunki do rozwoju. Ważna jest swoboda ruchów (wygodne ubranko, okazja do nieskrępowanej zabawy), dobre podłoże do pełzania i raczkowania (nieśliska podłoga), poczucie bezpieczeństwa i bliskość rodziców, która zawsze jest dla dziecka atrakcyjna.

Prawo do wrażliwości

To, że każde dziecko jest inne, oznacza również, że maluchy różnie reagują, różnie się zachowują i mają różne potrzeby. Są dzieci, które po porodzie dość szybko adaptują się do warunków poza brzuchem mamy, są spokojne, nie cierpią na kolki, łatwo zasypiają. Ale są też takie niemowlęta, u których adaptacja trwa dłużej. Tym dzieciom może być np. łatwiej zasypiać przy szumie, jaki wydaje Szumiący Miś Whisbear. Taki szum przypomina dziecku dźwięki, jakie słyszało jeszcze w brzuchu mamy i może działać na nie kojąco.

Najlepsza wersja siebie

W pielęgnowaniu dziecka ważne jest odpowiadanie na jego indywidualne potrzeby. Tu nie chodzi o to, by dziecko rozpieszczać, wręcz przeciwnie. Chodzi o mądre i rozważne proponowanie tego, co dla dziecka dobre, o szanowanie jego sprzeciwu i próbę zrozumienia, czego ono w danym momencie potrzebuje i na co jest gotowe. Łatwiej wspierać dziecko w rozwoju, jeśli mamy świadomość, że ono jest niepowtarzalne, inne niż synek sąsiadki, inne niż nasza siostrzenica czy inni rówieśnicy. Nie ma sensu porównywać dzieci między sobą, a tym bardziej nakłaniać, by bardziej przypominały kogoś, kim nie są. Niech będą najlepszą i najmocniej kochaną wersją siebie.

William i Kate – rodzice tacy jak my
HNB, czyli dzieci (i rodzice) o większych potrzebach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nawigacja
Zamknij

Mój Koszyk

Miło Cię widzieć!

Hasło zostanie wysłane na podany adres email.

Twoje dane osobowe zostaną użyte do obsługi twojej wizyty na naszej stronie, zarządzania dostępem do twojego konta i dla innych celów o których mówi nasza polityka prywatności.

Masz już konto?

Kategorie